Którędy do intuicji?

Zmruż oczy, by ocalić swoje życie

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie znaczenie ma ten ułamek sekundy, kiedy w Waszą stronę leci pyłek, a Wasze oko pomimo tego, że nie zdążyliście tego pyłka zauważyć, zamyka się mikro sekundę wcześniej zanim owy pyłek wpadnie Wam do oka? Wszystko dzieje się tak szybko, że nie zdążyliście owego pyłka nawet zauważyć, ale Wasze oko było mądrzejsze od umysłu, który sytuację zarejestrował postfactum.

 

Taki mechanizm może powtórzyć się na większą skalę, gdzie w grę nie wchodzi przetarcie oka, lecz ludzkie życie. Zawsze byłam zadziwiona fenomentem pyłka i oka, ale nie sądziłam, że podobny mechanizm może uchronić mnie przed wypadkiem samochodowym. Jechałam bardzo szybko, odwożąc przyjaciela na samolot. Wiadomo, śliskie drogi, wczesna godzina, brak samochodów na drodze, lekkie spóźnienie, trzeba przyspieszyć. Jechałam zbyt szybko i wcale nie jestem z tego dumna, ale sytuacja wymagała dynamicznego działania. Nagle z prawej strony pojawił się samochód jadący na czerwonym świetle i zajechał mi drogę. Wszystko było kwestią mikrosekund. I nagle zamiast dać po hamulcach, co w tej sytuacji nic by już nie dało, dodałam gazu i gwałtownie skręciłam, wymijając auto. Wpadłam przez to w poślizg, ale skontrowałam to i po chwili jechałam już prosto. Zadziałał mechanizm pyłka i oka, bo sytuacji nie dało się przemyśleć, przewidzieć, nie sposób było nawet zauważyć pędzącego samochodu. Moje ciało zareagowało jak oko reaguje na pyłek, w jakiś magiczny sposób samo wyprowadziło mnie z tej sytuacji. Nie było to już tylko mrugnięcie oka, lecz dodanie gazu i ruchy kierownicą, manewr bardzo skomplikowany, którego nigdy wcześniej w życiu nie wykonałam. Kiedy już jechałam przed siebie po całym zdarzeniu, w lekkim szoku choć nie tracąc zimnej krwi, nie mogłam wyjść z podziwu, jak bardzo nieprawdopodobynm było to, że moje ciało wyczuło nadjeżdżający samochód zanim mogłam go nawet zauważyć. Doszłam do wniosku, ze uniknęłam wypadku, a może nawet uchroniłam swoje i pasażera życie dzięki  bardzo irracjonalnej zasadzie, której nauczyli mnie Majowie.

Przypomniałam sobie kobietę, którą spotkałam na ,,górze grzechów” podczas obchodów majańskiego Nowego Roku według kalendarza Haab [więcej o tym spotkaniu możesz przeczytać w mojej książce ,,Na początku jest koniec”]. Kobieta była szamanką, choć oficjalnie nie przyjęła tej drogi, gdyż chciała poświęcić się życiu rodzinnemu, a nie służbie innym. Bycie szamanem oznacza rezygnację z samego siebie i oddanie się w posłudzie ludziom. Ona chciała kochać swojego męża i dzieci. Miała jednak wielki dar intuicji i przeczuwania zdarzeń. Zapytałam jej, jak to robi, że czuje coś zanim to nadejdzie. Ona powiedziała mi, że nie trzeba szukać daleko, że wszystkie narzędzia mamy w nas i kluczem do nich jest nasze ciało. Powiedziała mi, że wszelkie informacje przychodzą do niej poprzez jej ciało, a intuicja to nic innego jak zaufanie swojemu ciału. Przeczuwanie sytuacji nie jest czymś, co przychodzi w magiczny sposób z góry lub z zewnątrz, to jest w nas, jeżeli pozwolimy sobie na prawdziwe przeżywanie emocji, połączenie się z nimi i akceptację ich zamiast wypierania ich z siebie. Ujęła to innymi słowami, ale jej przesłanie było właśnie takie. Pomimo tego, że wysłuchałam jej, nie mogłam do końca zrozumieć, co to znaczy ,,zaufać swojemu ciału”.

Przez kolejne miesiące podróży jej słowa były ze mną, a ja szukałam sposobów na zrozumienie, co tak naprawdę znaczą. Z pomocą przyszło wielomiesięczne odcięcie od cywilizacji, od Internetu, dieta która była wynikową warunków, a nie wyboru, a także cisza.

 

Zrozumiałam wtedy, jak bardzo jesteśmy oderwani od naszego ciała. Nie poprzez świadomy wybór, nie z naszej winy, ale nasza kultura od czasów średniowiecza sukcesywnie obrzydzała nam ciało i starała się nam wpoić, że duchowość jest czymś poza naszym grzesznym, pełnym winy i nieczystości ciałem. U Majów taki koncept nie istnieje, nie ma podziału na duszę i ciało. Ciało w swojej ułomności, brzydocie lub pięknie jest narzędziem dla ducha. Bez ciała dusza nie mogłaby działać, a działanie dla nas ludzi jest jedynym wymiernym sposobem na ekspresję duszy. Kiedy odkryłam tę różnicę kulturową, dałam pierwszeństwo mojemu ciało i starałam się wyłączyć umysł.

 

Zaczęłam obserwować mikroruchy mojego ciała, jego mądrość i inteligencję, która nie mieści się w głowie. Zupełnie tak, jak mróżenie oka, zanim wpadnie do niego pyłek.  Zauważyłam wtedy, że nie tylko oko ma taki mechanizm, ale każdy narząd w naszym ciele, każda część naszego ciała cały czas wysyła do nas informacje, których my nie zauważymy, zagłuszamy je lub nie chcemy dać im uwagi. Nagle zauważyłam, że czasem moje ciało bez powodu się zatrzymuje, otwiera się lub zamyka, daje mi ostrzeżenia, mówi do mnie zanim przetwórzy to mózg. Mogłabym to przeoczyć, zwalić na przejeżdżający rower lub przelatującego ptaka, który mógł pochłonąć moją uwagę. Ale nie. Ono się zatrzymuje, by mi coś powiedzieć, prosi o uwagę i to ode mnie zależy, czy mu zaufam. Ten proces poznawania swojego ciała jako duszy, jako świątyni trwał dla mnie kilka lat po powrocie od Majów, a zrozumienie słów tej kobiety w efekcie uchroniło mnie przed być może śmiertelnym wypadkiem.

 

Zaufajcie sobie Kochani i wyruszcie w tę podróż już dzisiaj!

Cała mądrość tego świata nie jest ukryta na krańcach świata gdzieś bardzo daleko, lecz w sercu nas samych! Pytanie tylko, jak i którędy tam dotrzeć!

 

 

You May Also Like